Blogowy Peleton Pro-Cycling.org

blogi redaktorów i współpracowników pro-cycling.org

Kolarskie przedwiośnie

autor: Dobrosław Barwicki-Picheta, 06.03.2010

Wśród kolarzy innych niż sprinterska branż na początku tego sezonu z niezłej strony zaprezentowali się przede wszystkim zawodnicy Caisse d'Epargne: Luis Leon Sanchez i Alejandro Valverde, którzy powinni być bardzo groźni w dwóch najważniejszych wyścigach kolarskiego przedwiośnia: Tirreno-Adriatico i Paryż-Nicea. Sanchez był bliski zwycięstwa w Australii, jednak zbyt łatwa trasa umożliwiła jedynie na odniesienie wiktorii etapowej, z kolei zbyt trudny ostatni podjazd w Algarve uniemożliwił mu pokonanie Contadora. Natomiast Valverde bardzo dobrze czuł się także nad mroźnym Morzem Śródziemnym, sygnalizując wysoką formę w niezłej obsadzie na Mont Faron. Już całkiem niezłą formę pokazali też młodzi liderzy Liquigasu: Vincenzo Nibali najlepszy w Argentynie, gdzie za rywali miał całą armadę podopiecznych Gianniego Savio i kolarza, na którego należy zwrócić uwagę: Rafaela Vallsa Ferriego. Wprawdzie obsada Tour de San Luis nie była specjalnie imponująca, więc trudno o całkiem poważne wnioski z wyników wyścigu z Ameryki Południowej, jednak zwycięstwo Nibalego było dość pewne. Kolejnym zwycięzcą w barwach Liquigasu został Roman Kreuziger, już w znacznie silniejszej konkurencji triumfując na Sardynii.
O umiejętności skutecznego ścigania się przypomniał też Linus Gerdeman, w ładnym stylu wygrywając Trofeo Inca (przed Vallsem Ferrim), a także plasując się w czołówce andaluzyjskiej Vuelty. Po nieudanym zeszłym sezonie znacznie lepiej powinien się w tym roku prezentować Jose Ivan Gutierrez, przyzwoicie ścigający się o czołowe lokaty na Majorce, gdzie zwycięstwo odniósł jego kompan z ekipy Rui Costa. Za to w Portugalii klasę pokazał Alberto Contador, zwyciężając Volta ao Algarve w świetnym stylu: po solowym zwycięstwie na dość krótkim podjeździe, triumf przypieczętował świetną czasówką, mimo że jego konkurentami byli Luis Leon Sanchez, Levi Leipheimer czy Tiago Machado.
O ile wśród sprinterów nie mamy zbyt wielu objawień u progu sezonu, to wśród górali jest takich sporo. Oprócz wspomnianego Vallsa Ferriego, pod lupę należy wziąć absolwenta szkółki Rabobanku: Teejaya Van Garderena, świetnego na Sardynii Damiano Caruso, a także wcześniej wspomnianego Petra Sagana. Jeśli jeszcze do tego grona dorzucić już wcześniej znanych: Petera Velitsa, Tiago Machado, Rui Sousę, Bauke Mollemę i kilku innych, to trzeba przyznać, że szykuje się kolarska zmiana pokoleń.
Jednak wielu uznanych mistrzów kolarskich ma za sobą udane starty: nieźle pojechał w Portugalii bardzo spokojny zazwyczaj u progu sezonu Samuel Sanchez, przyzwoitą formę pokazał w Andaluzji Damiano Cunego, a pierwszym od siedmiu (choć przecież nie całkiem chudych) lat zwycięstwem w wyścigu etapowym może pochwalić się Michael Rogers (Andaluzja). Bardzo groźny powinien być też Jurgen Van Den Broeck, któremu andaluzyjskie stromizny wyjątkowo służyły, a i o Aleksandrze Winokurowie nie należy zapominać, bo choć nie był w stanie walczyć o zwycięstwo w Tour de Mediterraneen, to 5. miejsce budzi uznanie.
Wśród tych kolarzy powinniśmy upatrywać bohaterów najbliższych kilku tygodni, jednak nie można wykluczyć, że ze znacznie lepszej strony zaprezentują się ci, o których do tej pory nie było głośno. Niemrawi do tej pory bracia Schleckowie, Robert Gesink, kolejni liderzy Liquigasu: Basso i Pellizotti, a także wielu innych, z których kilku z pewnością będzie nowymi twarzami.

komentarze (1)

Początek sezonu - sprinterzy na początek

autor: Dobrosław Barwicki-Picheta, 05.03.2010

Trudno wysnuwać jakiekolwiek poważniejsze wnioski na temat całego sezonu na podstawie jednego miesiąca startów, jednak co nieco już wiemy o tym, którzy sprinterzy będą w tym sezonie na topie. Właśnie sprinterzy, bo kolarze innych specjalności nie mieli jeszcze specjalnie wielu okazji, by się popisywać swoimi umiejętnościami – w końcu z gór śnieg jeszcze nie zszedł. I na podstawie kilku wyścigów, w których większość najlepszych kolarzy miała okazję ze sobą rywalizować, można starać się na powróżenie z fusów na najbliższe miesiące.
Niemiec wśród Kangurów
Początek sezonu to od kilku lat australijskie ściganie. Zawodowy peleton zrywa się ze snu zimowego i w australijskim upale pokonuje nieduże dawki kilometrowe, z rzadka tylko urozmaicone niedługim podjazdem. Dzięki temu od kilku lat niemal na każdym etapie Tour Down Under królują sprinterzy. A zwłaszcza Andre Greipel, który i tym razem upolował trzy etapy oraz klasyfikację generalną. Nieco krwi chciał mu też napsuć Gregory Henderson z nowej ekipy brytyjskiej SKY, jednak gdy udało mu się uprzedzić na mecie Niemca, to okazało się, że jeszcze szybszy był jego partner z grupy: Chris Sutton. W Australii z dobrej strony pokazał się Robbie McEwen, a także kolejny kolarz, który zeszły sezon mógł spisać na straty: Gert Steegmans – najwyraźniej dobrze zrobiła mu przeprowadzka do ekipy Radioshack.
Z nowych twarzy na uwagę zasługuje – poza Suttonem, który jednak znikąd się nie pojawił – Manuel Cardoso, zwycięzca 3. etapu, na którym śmiałym atakiem zaskoczył samego Alejandro Valverde. Jednak największe wrażenie na mnie zrobiła postawa 20-letniego Słowaka, Petra Sagana, który na najtrudniejszym etapie stanął do walki z nie byle kim, bo Luisem Leonem Sanchezem, Cadelem Evansem i wspomnianym Valverdem. Jeszcze nie wygrał... jeszcze nie.
W innych ciepłych europejską zimą rejonach świata: Katarze i Omanie, czyli z grubsza rzecz biorąc na Półwyspie Arabskim również sprinterom przygotowano optymalne warunki do ścigania. Płaskie trasy, a w Omanie kilka górek nie wpływających na losy wyścigu, były przyczynkiem do kolejnych sprinterskich potyczek – które jednak nie sprawiły, by w ostatecznym rozrachunku w obu tych wyścigach zwyciężał sprinter. Tym niemniej w Katarze najszybsi byli Francesco Chicchi i Tom Boonen, którzy odnieśli po dwa zwycięstwa, a w ich pobliżu kręcili się Hainrich Haussler, Danilo Napolitano, Theo Bos czy pechowy w Katarze Farrar. Bardzo ładnie w Katarze jechał Roger Kluge, który odnosił jeszcze niedawno sukcesy na naszych szosach.
W Omanie za to najlepiej wypadł jeden z największych talentów kolarskich: Edvald Boason Hagen, który popisywał się świetną szybkością i jeszcze lepszą jazdą na czas, w której dość wyraźnie pokonał Fabiana Cancellarę. Nie pozwoliło mu to na odniesienie końcowego triumfu, gdyż na jednym z etapów stracił czujność w niezbyt odpowiednim momencie i stracił przez to minutę, której na mecie brakło. Podczas tego wyścigu można było też zobaczyć powrót do wysokiej formy Daniele Bennatiego, który odniósł pierwsze od niemal roku zwycięstwo. W Omanie wygrywali też: Jimmy Casper i rewelacyjny młokos z Columbii, Leigh Howard, a o tym, jak się finiszuje, nie zapomnieli bohaterzy z Kataru: Farrar i Napolitano, Juan Jose Haedo i Tom Boonen – również zwycięzca etapowy.
Na Starym Kontynencie nie pozwolił o sobie zapomnieć Alessandro Petacchi, który wygrał prawie wszystkie potyczki sprinterskie, w których brał udział, od dwóch w Giro della Provincia di Reggio Calabria począwszy (tam starali mu się utrudnić zwyciężanie Francisco Ventoso i Mattia Gavazzi), poprzez GP Costa degli Etruschi po Giro di Sardegna – tu raz lepszy był Alberto Loddo. W innych wyścigach zwrócili na siebie uwagę Jauheni Hutarowicz – bardzo szybki nad mroźnym Morzem Śródziemnym, Robbie McEwen, który wygrał jeden z pięciu wyścigów na Majorce, podobnie zresztą jak Oscar Freire, który swe sukcesy powielał także w Andaluzji. Nie dał o sobie zapomnieć również Andre Greipel, po razie zwyciężając na Majorce oraz w Algarve. U progu sezonu szybki jest też Borut Bozić, a niedaleko do zwycięstw również Koldo Fernandezowi.
Ciekawymi kolarzami z pewnością są Jens Keukelerie i Arnaud Molmy, a także Michael Van Staeyen – wkrótce będzie głośno za sprawą ich zwycięstw. Za to dość cicho póki co o zeszłorocznym dominatorze sprintów: Marku Cavendishu, któremu w lepszym starcie w sezon przeszkodziły problemy z zębami. To przez dziury w nich nie startował na Półwyspie Arabskim, i przez te dziury ma luki w treningach – gdy się prezentował w Andaluzji, daleko mu było do Oscara Freire, ale w Clasica de Almeira uległ jedynie Theo Bosowi.
Czyli mogę sobie pozwolić na stwierdzenie, że rewelacji i rewolucji póki co wśród sprinterów nie ma. Najszybsi: Boonen, Petacchi, Greipel, Freire, McEwen, jak wygrywali, tak wygrywają. Hagen najprawdopodobniej nie będzie myślał jedynie o sprintach, stać go na wiele więcej, strach tylko pomyśleć, co to może być. A dwaj z trzech najszybszych w zeszłym sezonie kolarzy: Cavendish i Farrar, jeszcze nie są w najwyższej formie.

komentarze (1)

Katar i przełaje

autor: Piotr Ejsmont, 09.02.2010

W 1979 roku podczas Tirreno- Adriatico mieszkańcy Civitanova Mare, gdzie kończył się jeden z etapów, tak się uradowali tym wydarzeniem, że wykonali plakat o następującej treści :” Kolarstwo jest sportem, który brata narody, ponieważ gdziekolwiek się przemieszcza, czy to wśród biednych, czy bogatych jest gratis. Kolarstwo nigdy nie zginie ”. W swojej miłości do kolarstwa byli chyba jednak naiwni. Obecnie po raz kolejny rozgrywa się wyścig dookoła Kataru. Oglądając w telewizji relację z pierwszego etapu, stwierdziłem, że w pobliżu trasy nie było ani bogatych szejków, ani biednych emigrantów , ich służących. Nie było dosłownie nikogo, kogo , by ten wyścig zainteresował. Dla telewidzów też ten wyścig jest nudny. Żadnych gór, trasa plaska jak stół, niekończące się obrazki z futurystycznych kaprysów budowlanych szejków za niespłacone kredyty i kilka wielbłądów. Żadnych miejscowych zawodników uczestniczących w wyścigu. To dla kogo ten wyścig, jeśli widowni nie ma ? Kolarze zagraniczni cieszą się , bo mogą potrenować, a że pula nagród jest olbrzymia, to można nieźle zarobić, zbytnio się nie wysilając. Szejkowie w swojej próżności chcą się popisać swoimi budowlami oraz swoją nowoczesnością. Może dlatego zdecydowali się nawet na wyścig dla kobiet. Sięgam w pamięci, czy jest chociaż jedna kolarka arabska, jakaś szkółka kolarska dla kobiet w arabskich krajach. Nie znajduję nic. Pustka jak na pustyni. Organizator obu wyścigów ASO łyknął łakomie pieniądze szejków i zrobił sztukę dla sztuki. W kolejce stoją już szejkowie Omanu. Niedawno mówiło się, że jakiś tajemniczy sponsor arabski chciał ufundować sobie najlepszą drużynę zawodową. Ale to chyba ten sam, co się namierzał na kupno naszych stoczni, bo gdzieś zniknął. Francuzom chodzi tylko o pieniądze. Nie cofnęli się przed katarska groteską, ale sami zarzucają władzom UCI, że to one odchodzą od tradycji w ramach umiędzynarodowienia kolarstwa. Obie organizacje robią dokładnie to samo. Obie straciły największy wyścig kolarski dla kobiet. Najpierw „ L’Equipe” wykopało go ze swojej organizacji, odbierając nazwę Tour de France, potem francuskie i międzynarodowe unie zdegradowały ten wyścig, który miał już nazwę „ Wielka Pętla”. W tym roku nie będzie tego wyścigu. Jest za to Katar. Od pewnego czasu widać starania ASO do skupowania praw do historycznych wyścigów. Po zakupie Vuelty przeszła kolej na Dauphine Libere. Tworzy się w ten sposób bardzo silna organizacja , która zarządza chyba już większością znanych wyścigów po za włoskimi. Prawdziwy monopol. To nie wróży nic dobrego ani dla kolarzy, ani dla pasjonatów kolarstwa. Będzie to taki sam wielki biznes , jak każdy inny. Liczyć będą się tylko zyski. Jeśli na Antarktydzie znalazłby się jakiś bogaty szaleniec i chciał tam urządzić wyścig, to ASO bez mrugnięcia okiem, też by to zrobiła. Transmisje telewizyjne mogłyby być o drugiej w nocy. Dla wytrwałych.
Wykwit komercji widać nie tylko w tym miejscu. Niedawno bracia Szczepaniakowie razem z Markiem Konwą osiągnęli niesamowity sukces sportowy, gromiąc przeciwników podczas przełajowych mistrzostw świata. To się bardzo rzadko zdarza, by bracia zajmowali pierwsze i drugie miejsce. W przełajach było tak za czasów belgijskich braci Erica i Rogera De Vlaemincka. Ale nie tylko o to chodzi. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że jest to wielki sukces polskiego sportu. A jednak. Poniedziałkowa „ Gazeta Wyborcza” w swojej bogatej wkładce sportowej nie napisała o tym sukcesie nic. Kompletnie nic. Dla niej ten wyścig nie istniał. Z nadzieją kupiłem w tym dniu „ Przegląd Sportowy”, spodziewając się wielkiego tytułu na pierwszej stronie, dużego artykułu na temat kariery braci i ich dalszych planów. Guzik z tego. Na pierwszej stronie owszem były wiadomości o naszych piłkarzach ręcznych, którzy w przeciwieństwie do braci Szczepaniaków nie zdobyli żadnego medalu, ale walczyli zaciekła jak Marek Konwa. O kolarstwie nic. Szukam dalej. Druga strona do piątej o piłce ręcznej. Cała kolejna strona o tym jak fascynujący był mecz w nogę pomiędzy Egiptem a Ghaną. Pewnie niejeden młodzik po przeczytaniu tego kawałka zidentyfikuje się z egipskim piłkarzem Ahmedem Hassanem i popędzi na „orlika”, robić karierę piłkarską. Itd. ,itd. Cierpliwości. Na 30.stronie było troszeczkę wyników z mistrzostw kolarskich. Na przedostaniej stronie malutki artykulik. Szczepaniakowie zasłużyli sobie na ledwie 12 zdań tekstu ! Obok artykułu stopka redakcyjna. Wydawnictwo Alex Springer. Dziesięć lat temu w stopce widniał Marquard Media i kolarstwo potrafiło w tej gazecie nieraz zająć nie tylko stronę, ale nawet cztery. Dlatego nie kupuję już tej gazety i ostatni raz dałem się nabrać. Chwała, że istnieją wolne media internetowe.

komentarze (2)

copyright © by M.Lewandowski